70 Lat temu…

Dokładnie 70 lat temu – 3 czerwca 1948 r. we wsi Grodzisk k. Mrozów na skutek zdrady i obławy funkcjonariuszy UB, KBW i MO zlikwidowany został oddział partyzancki por. Zygmunta Jezierskiego ps. „Orzeł” z Rejonu NSZ Mrozy – ostatni oddział podziemia antykomunistycznego zwalczający czerwoną zarazę w pow. Mińsk Mazowiecki.

 https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/34398681_1341384029338944_1690005571538780160_n.jpg?_nc_cat=0&oh=db654aead8311509dca219d225982585&oe=5B7E350E

2 czerwca oddział NSZ por. „Orła” udał się do skomunizowanej wsi Kiczki w celu ukarania miejscowych gorliwych członków PPR. Żołnierze wtargnęli do domu sołtysa – Jana Borucińskiego, któremu po pobiciu zarekwirowano pieniądze. Następnie partyzanci udali się do domu Józefa Kozłowskiego. Kolejnym pepeerowcem, który miał zostać przywołany do porządku był Marian Boruciński. Ten jednak broniąc się z całych sił nie wpuścił eneszetowców do domu, wobec czego por. „Orzeł” ostrzegawczo obrzucił dom granatami. Jeden z granatów niefortunnie odbił się od ramy okiennej i wybuchając na zewnątrz budynku ranił lekko kilku żołnierzy oraz mocniej st. strz. Czesława Grzywacza ps. „Cygan”. Tego samego dnia na terenie powiatu mińskiego został zatrzymany i aresztowany przez bezpiekę oficer oddziału por. „Orła” – ppor. Jan Braun ps. „Dżon” (konfident WUBP, który będąc na urlopie w Warszawie zadenuncjował kolegów z oddziału).

 https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/34436327_1341384976005516_2237853402040107008_n.jpg?_nc_cat=0&oh=dfd437bb8c75e77c9416377eb56a7e83&oe=5BBA6B53

3 czerwca dziesięcioosobowy oddział NSZ po całonocnym marszu zatrzymał się na odpoczynek i kwaterował w Grodzisku k. Mrozów u szewca Lipińskiego. Nikt z odpoczywających wówczas żołnierzy nie mógł przypuszczać, że będzie to dzień ich ostatniej walki. Około godziny 19.00, na skutek donosu, gospodarstwo zostało otoczone przez przeważające siły resortu bezpieczeństwa – oficerowie i funkcjonariusze WUBP, siedemdziesięciu pięciu żołnierzy KBW z Warszawy i dziesięciu funkcjonariuszy MO z Węgrowa. Fragment sprawozdania dowództwa Grupy Operacyjnej „Z” z pierwszej fazy działań w okresie od 20 kwietnia do 3 czerwca 1948 r. podaje: „Dnia 3.06.48 r. o godz. 14.10 sztab GO „B-B1” otrzymał od organów UBP dane, że banda „Zeszkiewicza” w sile 10-ciu ludzi kwateruje na kol. Grodzisk (8060a) u szewca Lipińskiego. Na otrzymaną wiadomość o godz. 14.30 tegoż dnia wyruszyła grupa operacyjna – odwód sztabu GO „B-B1” – pod d-twem mjr. Lubowskiego w sile 75 ludzi + 10-ciu milicjantów z MO Węgrów przez Węgrów, Jagodne (8466), Koszewnica (8266) w kierunku m. Choszcze (8060) na kol. Grodzisk, celem zlikwidowania bandy. Grupa podzieliwszy się na 3 plutony – grupę ubezpieczającą, wykonawczą i grupę odwodowo-konwojową dotarła skrycie lasami kol. Grodzisk, zamykając ją pierścieniem.”

 https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/34342313_1341384799338867_5370967151811231744_n.jpg?_nc_cat=0&oh=0067de50f6e4baf0e03879dbc4dfee84&oe=5BBE8D0A

Po latach najmłodszy żołnierz oddziału por. „Orła” i zarazem uczestnik ostatniej bitwy mroziańskich eneszetowców z bezpieką – strz. Jan Artur Kochański ps. „Zośka” tak wspominał tamten pamiętny dzień: „Oddział „Orła” po nocnym marszu zatrzymał się we wsi Grodzisk koło Mrozów, bazy i ostoi oddziału. Chłopcy po sprawdzeniu uzbrojenia i wystawieniu wart rozlokowali się na noc w stodole. Zmęczeni forsownym marszem szybko zasnęli. Na zewnątrz pełniło wartę dwóch wartowników. Będące już wysoko słońce i niecierpliwi wartownicy nie pozwolili na długi sen. Było 3 czerwca święto Bożego Ciała. Chłopcy szybko się umyli, zjedli śniadanie i zajęli się czyszczeniem broni. Później gdy broń dostała się do bezpieki, rusznikarze Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa nie mogli się nadziwić, jak w takich warunkach można było w tak doskonałym stanie utrzymać broń. Tymczasem był spokój, czas biegł powoli, a ja poszedłem do gospodyni żeby zająć się obiadem. Około godziny 3 po południu, będąc w kuchni gospodarzy, gdzie z gospodynią przygotowywałem obiad, nagle usłyszałem huraganowy ogień. Wyrwałem pistolet z kabury i już pod skoncentrowanym ogniem przebiegłem podwórze i wpadłem do stodoły. Tam już nie było żadnego z chłopców. Wokół stodoły i obory zajęli prowizoryczne stanowiska obrony i jak mawiał pan Zagłoba >>dawali skuteczny wstręt<< UB-owcom. W ruch poszły granaty. Mistrz w ich operowaniu „Orzeł” miotał je pod sam nos wroga. Chwyciłem na klepisku RKM i wybiegłem przed oborę. Raptem znalazłem się wśród kilku UB-owców. Nacisnąłem spust „Diegtiariewa” – tylko szczęknął. Nic tu po mnie przeleciało mi przez głowę. Odwróciłem się i w tej chwili poczułem, że ręka mi opada, a ciężki karabin wysuwa mi się z ręki. Gdy doleciałem do winkla obory z każdego palca ciekła mi krew. Byłem pierwszym rannym.”

 https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/34480935_1341385042672176_6074980976742629376_n.jpg?_nc_cat=0&oh=ccaa1cf074c68d71ef3072b98830d169&oe=5BC19FEB

Powróćmy znów do opisu bitwy w Grodzisku, który zawarty jest w sprawozdaniu bezpieki, tak aby mieć pełniejszy obraz tego wydarzenia: „Po całkowitym okrążeniu o godz. 19.20 z grupy wykonawczej wyruszyła grupa szturmowa do zabudowań szewca Lipińskiego, wskazanych przez zatrzymanego osobnika, gdzie miała kwaterować banda. W chwili zbliżania się grupa ta została zauważona przez jednego bandytę, który zaalarmował pozostałych. W tym momencie natychmiast okrążono zabudowania gdzie znajdowała się banda. Bandyci w pierwszej chwili pod osłoną silnego ognia próbowali wydostać się z otaczającego ich pierścienia, jednak wobec silnego ognia grupy szturmowej wycofali się do murowanej stodoły. Ze stodoły tej banda prowadziła silny ogień z broni maszynowej do żołnierzy grupy szturmowej, używając także granatów, między nimi nawet p.pancernych. W międzyczasie grupa szturmowa została wzmocniona grupą odwodową i obie grupy wspólnie przystąpiły do likwidacji bandytów. Walka trwała 3 godziny. Dla uniknięcia strat przy ewentualnym likwidowaniu bandy szturmem d-ca grupy wykonawczej wydał rozkaz podpalić stodołę. Po wielu trudnościach wobec padającego ulewnego deszczu, dzięki odwadze kpr. Kierończuka i strz. Słomkowskiego, którzy bezpośrednio pod silnym ogniem bandy dostali się do stodoły zapalając ją. Bandyci, gdy zaczęli się już sami palić, rzucili się do ucieczki otwierając silny ogień, jednak dzięki bohaterskiej postawie żołnierzy zamierzony manewr nie udał się i bandę zupełnie zlikwidowano. Ogółem zabito 4-ech bandytów, ujęto 5-ciu, zaś jednemu udało się zbiec.”

 https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/34276629_1341385219338825_394298841249087488_n.jpg?_nc_cat=0&oh=253041cbc328ec7e695800d0c5411011&oe=5B832FC6

W dalszym opisie bitwy „Zośka” wspominał: „Walka trwała już przeszło dwie godziny i dziwnym trafem nikt nie był więcej ranny. W pewnym momencie ogień UB-owców zaczął zanikać i zaczęli wołać o poddanie się, gwarantując wszystkim życie. Spojrzeliśmy po sobie ze zdumieniem. Każdy z nas wiedział co warte są ich obietnice. Z ust „Orła” otrzymali jedyną i słuszną odpowiedź >>NSZ ginie ale nie poddaje się<<. Strzelanina jaka się po tych słowach rozpętała była o wiele intensywniejsza. Granaty rzucano ponad stodołą i oborą. W pewnej chwili do ściśniętej linii obrony doleciał rozkaz: >>Oszczędzać amunicję, przygotować się do przebicia<<. Oparty o ścianę obory zauważyłem jak „Marynarz” ostrzeliwując się z „pepeszy” pobiegł przez łąkę w kierunku pobliskiego zboża. Nie miał więcej jak pięć metrów do zbawczego łanu, gdy nogi nagle mu się dziwnie splątały. Padł na łąkę, pepesza wyleciała mu z ręki i znieruchomiał. Byliśmy pewni, że zginął. W tym czasie serię w brzuch dostał „Ojciec”. Męczył się jeszcze godzinę. Nie miał siły się dobić, a koledzy nie chcieli się zgodzić. Śmierć „Czarnego” przyszła cicho i niezauważalnie. Zmarł bez jęku. „Hrabia”, jeden z lepszych strzelców z „Mauzera”, nagle odwrócił głowę w moją stronę i krzyknął >>Zośka dostałem.<< Wyszarpnął z kabury pistolet, przyłożył do skroni i po chwili było po wszystkim. W pewnym momencie dowódca podszedł do mnie i spokojnym głosem powiedział >>Giniemy Zośka<<, odpowiedziałem >>Giniemy Wodzu<<. Z okienka obory odezwały się długie serie automatu. Strzelał „Kola” nasz amunicyjny. Znów ubowcy zaczęli krzyczeć o przerwaniu ognia. Tym razem „Orzeł” zawołał >>Tylko chłopcy hurra<<. Spowodowało to nową lawinę ognia. Zaczynało zmierzchać. W walce już zginęli: Tadeusz Brzozowski „Czarny”, Czesław Kania „Skrzetuski”, Henryk Kwapisz „Ojciec” i Wiktor Zając „Hrabia”. Walczyli jeszcze Zygmunt Jezierski „Orzeł”, Czesław Gałązka „Bystry”, Eugeniusz Patek „Kola”, Zbigniew Rożanowski „Marynarz”, Józef Łukaszewicz „Kruk” [J. A. Kochański mylnie podał, iż w Grodzisku walczył sierż. Józef Łukaszewicz ps. „Kruk”. Pominiętym żołnierzem oddziału był strz. Zdzisław Kozłowski ps. „Dąb”. Sierż. „Kruk” był wówczas w Warszawie, podobnie jak st. sierż. Edward Markosik ps. „Wichura” i st. strz. Czesław Grzywacz ps. „Cygan”] i ja ranny „Zośka”. Ostrzał był ciągle gwałtowny. Otoczeni broniliśmy się coraz słabiej. UB-owcy jednak nie wiedzieli o naszych stratach. Nagle usłyszałem rozkaz ich dowódcy: >>Podpalić zabudowania<<. Widocznie obawiali się, że w nadchodzącym zmroku zdołamy uciec. W dymie i gasnących płomieniach dostrzegłem biegnącego zakosami „Orła”. Szczęśliwie dobiegł do zboża i skrył się. Walka ustawała. Ból rannej ręki i oparzenia bolały coraz więcej. Zaczynałem tracić przytomność. W pewnym momencie poczułem potworny ból głowy i usłyszałem: >>Nie bij go s…synu<<. To jeden z ubowców kolbą w głowę przywracał mi przytomność, a drugi wystąpił w obronie.”
W wyniku bitwy po stronie bezpieki było dwóch rannych: mjr Michniewicz i strz. Jan Zasada. Dużo większe straty poniósł oddział por. „Orła”. W walce polegli: strz. Tadeusz Brzozowski ps. „Czarny”, strz. Czesław Kania ps. „Skrzetuski”, strz. Henryk Kwapisz ps. „Ojciec” i strz. Wiktor Zając ps. „Hrabia”. Ranni byli: por. Zygmunt Jezierski ps. „Orzeł”, st. strz. Zbigniew Rożanowski ps. „Marynarz” i strz. Jan Artur Kochański ps. „Zośka”. Ten ostatni tak wspominał moment aresztowania w Grodzisku: „Ciała zabitych wrzucono do samochodu, a Bystrego, Kolę, Kruka [powinno być Dęba – strz. Zdzisława Kozłowskiego], Marynarza i mnie Zośkę wepchnięto do samochodu. Jechałem na zwłokach moich kolegów. Zawieziono nas samochodami bezpośrednio do Warszawy do UB przy ul. Sierakowskiego. Kazano nam stać, a obok nas UB-owcy ciągnęli za nogi zwłoki naszych kolegów do piwnicy. Gałązkę i Patka zostawiono na Sierakowskiego, a Rożanowskiego rannego w nogę i mnie Kochańskiego przewieziono do szpitala KBW przy ul. Żelaznej. W szpitalu przebywałem 10 dni. Założono mi gips na rękę i opatrunki na oparzenia. Następnie przewieziono mnie do więzienia na Rakowiecką. W celi na Rakowieckiej przebywałem 6 tygodni. Dopiero po 2 tygodniach jak już rany po oparzeniach zaczęły potwornie cuchnąć, zmieniono mi opatrunek. Potwornie męczyłem się z gipsem. W celi była wszawica. Wszy powchodziły pod gips i to było nie do zniesienia. Gips jednak zdjęli dopiero po 6 tygodniach. Dwa tygodnie siedziałem w celi śmierci. Potem mnie przeniesiono. Po miesiącu przyjechali UB-owcy z UB przy ul. 11 listopada [słynny areszt UB zwany „Toledo”] i zabrali mnie na oddział śledczy. Po dziewięciu miesiącach śledztwa nastąpiła rozprawa przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie.”
Represje ze strony bezpieki nie ograniczyły się tylko do partyzantów. Ostatnią walkę oddziału por. „Orła”, jak również aresztowanie rodziców doskonale zapamiętał syn gospodarza – Józef Lipiński z Grodziska, który po latach podzielił się bolesnymi wspomnieniami: „Gdy rozpoczęła się bitwa w gospodarstwie mojego ojca poprawiałem dach u znajomych. Z dachu widziałem jak UB-owcy podpalili najpierw stodołę, a gdy żołnierze od „Orła” wycofali się, podpalili oborę. Najwięcej żołnierzy „Orła” zginęło w czasie wycofywania się. Po bitwie UB-owcy pościągali ciała zabitych w jedno miejsce i załadowali na samochód. Do samochodu zabrali ojca i matkę, i jak później mówiła, kazali im siedzieć na zwłokach. Ja do domu nie wróciłem. Pojechałem do Warszawy do rodziny. Matkę zwolnili i też przyszła do rodziny. Spotkaliśmy się i przyjechaliśmy do domu. W domu nic nie było. UB-owcy obrabowali nas doszczętnie. Ojciec siedział 10 miesięcy. Ja gdybym dostał się w ich ręce to bym nie wrócił.”
Z gospodarstwa Lipińskich udało się przebić tylko ciężko rannemu dowódcy grupy – por. Zygmuntowi Jezierskiemu ps. „Orzeł”. Szczęśliwie na drodze swojej ucieczki natrafił na dobrych ludzi, którzy otoczyli go opieką. Jedną z tych osób był żołnierz NSZ Tadeusz Gruszczyński ps. „Drwal”, który wspominał po latach: „Krytycznym dniem oddziału był czerwcowy poranek 1948 roku. Oddział kwaterował w pobliżu wsi Grodzisk w stodole gospodarza Lipińskiego. Prawdopodobnie ktoś musiał zdradzić kryjówkę bo w kilka godzin później zostali otoczeni przez wojsko i ubowców. Żołnierze „Orła” bronili się ale nie mieli szans. Większość oddziału poległa, ciężko rannych ujęli ubowcy. Dowódcy oddziału Jezierskiemu „Orzeł” udało się uciec. Podczas ucieczki został ciężko ranny (przestrzelone udo i cztery palce lewej ręki, palce nadawały się do amputacji). Przy pomocy znajomych dobrych ludzi znalazł się we wsi Patok koło Kałuszyna, gdzie dostał pierwsze zastrzyki przeciw zakażeniu przez fachową pomoc lekarską. Wiadomość o tej sytuacji otrzymałem w Mińsku Maz. przez żonę znajomego Karczmarza Władysława (już nie żyje, żona żyje wieś Gujszcz), była to sobota trzeciego dnia po walce. Trzeba było znaleźć pomoc szpitalną. Tego samego dnia t.j. w sobotę nad wieczorem udałem się do wsi Patok, gdzie leżał ranny. Wspólnie ze znajomymi zorganizowano transport (furmanka konna), woźnicą był starszy człowiek Miecz Bronisław, pomagali mi jego syn Miecz Stanisław i Murawski Mieczysław [żołnierz NSZ o ps. „Komar” – przyp. autora]. Ruszyliśmy w drogę, ominęliśmy polną drogą Mrozy, przez Cegłów, Mienię, Barczącą. W Mińsku Maz. byliśmy o godz. 9.00 w mieszkaniu rodziców (było trochę zamieszania i strachu). Po konsultacji ze znajomymi ludźmi z organizacji AK i dyrektorem szpitala chirurgiem Grzeszakiem [Julianem, byłym oficerze AK – przyp. autora] członkiem AK, ustalono termin zabiegu, był to poniedziałek godz. 24.00 na nocnym dyżurze dyrektora Grzeszaka (innego wyjścia nie było). Nie znając w tamtych latach dobrze terenu wokół szpitala, żeby nie iść ulicami musiałem zbadać dojście od strony pól uprawnych, a najgorsze było przechodzić z rannym przez tory kolejowe. Ta droga do szpitala, czas pobytu na zabieg i powrót do domu to było dla nas obu coś okropnego. Przychodziły różne myśli, w domu pozostali modlili się (dzięki Bogu udało się). W szpitalu był wpisany do książki przyjęć pod nazwiskiem Kowalski, wypadek przy pracy, rżnięcie sieczki w sieczkarni. Do wykonywania opatrunków przychodziła sanitariuszka z org. AK. Pracowała w szpitalu kolejowym w Warszawie. Po dwóch tygodniach gdy był już silny, ze względów ostrożności (wścibscy sąsiedzi), został przewieziony do wsi Ulianów [powinno być Julianów – przyp. autora] (około 3 km), tam był na razie bezpieczny i dobrze mu tam było. Przy ostatnim spotkaniu podziękował mi, mojej rodzinie i innym, którzy udzielili mu pomocy. Może coś nie dopisałem, może za mało nazwisk, ale już te osoby nie żyją, nie pamiętam dat.”
Aresztowania lawinowo objęły także pozostałych członków grupy, w tym żołnierzy oddziału partyzanckiego, tych pozostających na tzw. „siatce” w Warszawie, jak również łączniczkę oraz zaprzyjaźnionych duchownych.
3 czerwca 1948 r. funkcjonariusze WUBP zatrzymali i aresztowali w Warszawie: st. sierż. Edwarda Markosika ps. „Wichura”, sierż. Józefa Łukaszewicza ps. „Kruk” oraz st. strz. Czesława Grzywacza ps. „Cygan”.

 https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/34463886_1341384652672215_8504422059424612352_n.jpg?_nc_cat=0&oh=edb3e6d76095b2b2e3b8e4026451b420&oe=5B7B13DA

Wymienieni należeli do oddziału por. „Orła” i w momencie aresztowania podczas rewizji znaleziono u nich pistolety wraz z amunicją. St. sierż. „Wichura” do stolicy przyjechał w celu zdobycia map terenów na których operował oddział, sierż. „Kruk” leczył zęby, a z kolei st. strz. „Cygan” dochodził do siebie jako najbardziej poszkodowany w wyniku niefortunnego rzutu granatem przez por. „Orła” w akcji przeprowadzonej dzień wcześniej na dom pepeerowca Mariana Borucińskiego we wsi Kiczki. St. strz. „Cygan” tak wspominał moment aresztowania w mieszkaniu st. sierż. „Wichury” na warszawskim Bródnie: „Miałem cywilne kontakty z oddziału partyzanckiego. Właśnie jak już byłem w tym oddziale, przyjeżdżali do Warszawy i w Warszawie mnie nakryli. Aresztowanie było takie trochę niesympatyczne, bo przyjechaliśmy w nocy. Spałem. Poszliśmy na kwaterę do znajomych, też z Mrozów. Kolega, który ze mną przyjechał, poszedł załatwiać sprawy. On był starszy stopniem. W pewnym momencie słyszę rumor. Zawsze gdzie byliśmy, to wsadzałem pod głowę, pod poduszkę pistolet. Miałem waltera, bardzo ładny, lekki, wspaniały pistolet. Sięgnąłem, wyciągnąłem. Ale to nie był czyn bohaterski czy świadomy, to tak jak pies Pawłowa – odruch. Drzwi się uchyliły i widzę, że kolega wciska się do pokoju, więc wsunąłem go z powrotem. W pewnym momencie on zrobił takie dwa duże kroki i przykleił się do ściany. Znał mnie i wiedział, że mogę strzelać. To sięgnąłem znów, ale nie zdążyłem i już miałem dwie „tetetki” przy głowie. Co charakterystyczne, zauważyłem w takim momencie, że oni spusty mieli ściągnięte, ale trzymali kurki odciągnięte. Dlatego że gdyby ktoś do niego w tej chwili strzelił, to puściłby kurek, pistolet by wystrzelił do celu.”

 https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/34268603_1341385712672109_7973420512292372480_n.jpg?_nc_cat=0&oh=f2bc65a5db678359906a2e90ea9ee2cd&oe=5B76FDA4

W tym samym dniu w Warszawie aresztowani zostali także „siatkowcy” z oddziału por. „Orła”: strz. Włodzimierz Minchberg ps. „Sokół”, strz. Waldemar Pistolin ps. „Skrzetuski”i strz. Ryszard Szczęsny ps. „Ryś” oraz łączniczka oddziału – Zofia Borucińska ps. „Mała”.
8 czerwca 1948 r. aresztowany został pochodzący ze wsi Wola Paprotnia magazynier broni oddziału por. „Orła” – sierż. Władysław Kurowski ps. „Longin”. Materiałem obciążającym go była broń przechowywana w magazynie ukrytym w młodym zagajniku obok wsi Kruki.
W tym samym dniu funkcjonariusze UB zabezpieczyli w nim broń: dwa rkm-y, dziewięć pistoletów maszynowych PPSz, pistolet maszynowy PPS, cztery pistolety maszynowe MP 40, jeden pistolet maszynowy Sten, pięć karabinów Mosin, osiem karabinów Mauser, szesnaście granatów, rakietnicę, trzy miny, części składowe broni oraz znaczną ilość amunicji. Tego samego dnia UB aresztowało księży: proboszcza z Mrozów – ks. Kazimierza Fertaka i proboszcza z Kuflewa – ks. Wiktora Łubińskiego. W trakcie przeszukania plebanii w Mrozach funkcjonariusze UB znaleźli pistolet Walther P.38 wraz z amunicją, należący do ks. Kazimierza Fertaka. Broń miał mu ofiarować w maju 1946 r. ukrywający się wówczas przed bezpieką na plebanii oficer Rejonu NSZ Mrozy – ppor. Zdzisław Wiewiórski ps. „Vis”.
22 listopada 1948 r. WSR w Warszawie skazał łączniczkę oddziału – Zofię Borucińską ps. „Mała” na karę sześciu lat więzienia.

 https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/34403627_1341385776005436_2314163310053818368_n.jpg?_nc_cat=0&oh=b0e6a6379060e5df4f94a67bac96f11b&oe=5BB92E2A

13 stycznia 1949 r. WSR w Warszawie skazał aresztowanego w czerwcu konfidenta UB w oddziale – ppor. Jana Brauna ps. „Dżon” na karę śmierci, która 29 marca, na skutek złożonej apelacji, została zamieniona przez Naczelny Sąd Wojskowy na karę piętnastu lat więzienia z utratą praw na okres pięciu lat.
19 stycznia 1949 r. w Łodzi, w trakcie wsiadania do pociągu, aresztowany został poszukiwany dowódca oddziału ppor. Zygmunt Jezierski ps. „Orzeł”, który jako jedyny wydostał się z obławy bezpieki przeprowadzonej w Grodzisku. Por. „Orzeł” od sierpnia 1948 r. ukrywał się w Sulejówku u swojej dziewczyny, posługując się fałszywymi dokumentami wystawionymi na pracownika kolei – Zenona Roguskiego.
Wyrokiem WSR w Warszawie z 28 lutego 1949 r. na karę śmierci skazano ppor. Czesława Gałązkę, st. sierż. Edwarda Markosika i sierż. Józefa Łukaszewicza. Pozostali oskarżeni otrzymali wyroki więzienia: ks. Kazimierz Fertak – piętnaście lat, st. strz. Czesław Grzywacz – trzynaście lat, strz. Jan Artur Kochański – dwanaście lat, ks. Wiktor Łubiński – cztery lata.
14 maja 1949 r. w mokotowskim więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie zostały wykonane kary śmierci na żołnierzach oddziału por. „Orła”. Zginęli wówczas strzałem w potylicę z ręki dowódcy plutonu egzekucyjnego st. sierż. Piotra Śmietańskiego:
– st. sierż. Edward Markosik o godzinie 21.20
– sierż. Józef Łukaszewicz o godzinie 21.30
– ppor. Czesław Gałązka o godzinie 21.35
Wyrokiem WSR w Warszawie z 31 maja 1949 r. na karę śmierci skazani zostali dowódca mroziańskiego oddziału partyzanckiego NSZ por. Zygmunt Jezierski oraz magazynier broni sierż. Władysław Kurowski. Po apelacji złożonej przez tego drugiego, Sąd Najwyższy zmienił wyrok kary śmierci na piętnaście lat więzienia, jako że udowodniono mu tylko przechowywanie broni oddziału. Tym samym wyrokiem WSR na długoletnie kary pozbawienia wolności skazani zostali pozostali żołnierze i „siatkowcy” oddziału por. „Orła”: strz. Zbigniew Rożanowski – piętnaście lat, strz. Eugeniusz Patek – piętnaście lat, strz. Zdzisław Kozłowski – piętnaście lat, strz. Waldemar Pistolin – sześć lat, strz. Włodzimierz Minchberg – sześć lat, strz. Ryszard Szczęsny – pięć lat.
27 sierpnia 1949 r. w mokotowskim więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie został wykonany wyrok kary śmierci na dowódcy oddziału partyzanckiego Rejonu NSZ Mrozy – por. Zygmuncie Jezierskim ps. „Orzeł”. Zgon został stwierdzony o godzinie 21.35.

CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM !!!

Niniejszy tekst powstał w oparciu o artykuł Michała Jerzego Chromińskiego „Zarys historii oddziału partyzanckiego por. Zygmunta Jezierskiego ps. „Orzeł” Rejonu Narodowych Sił Zbrojnych Mrozy”, który ukazał się w zeszycie 15 „Rocznika Kałuszyńskiego” (2015).

Rocznicowy tekst poświęcony ostatniej walce żołnierzy Rejonu NSZ Mrozy przeciwko komunistom w Grodzisku ukaże się drukiem w najnowszym numerze Kwartalnika „Wykleci” – nr 3(10) lipiec – wrzesień 2018, poświęconego historii Żołnierzy Wyklętych.

 

10 odpowiedzi do “70 Lat temu…”

  1. Na zdjęciu widnieje tablica ku pamięci i czci poległych żołnierzy NSZ w Mrozach. Na owej tablicy jest wykuta data 28 czerwiec 1948r. Czy ta tablica została tam postawiona w hołdzie żołnierzom NSZ w dniu 28 czerwca 1948r. i przetrwała całe 50 lat niewoli komunistycznej? Do czego zmierzam, mój bardzo dobry znajomy i kolega ( zresztą niedawno zmarł) w roku bodajże 1984 pochował ojca. Jego tata był żołnierzem majora Władysława ps.”Żbika” Kołacińskiego BŚ NSZ. Na płycie nagrobkowej kazał wykuć napis „Żołnierz Brygady Świętokrzyskiej NSZ”. Krótko po tym smutni panowie kazali skuć ów napis. Tablica w Mrozach ma datę 28 czerwiec 1948r. i przetrwała najczarniejszy okres czerwonej zarazy?

    1. Wkradł się błąd. Na pomniku jest też tabliczka z nazwiskami żołnierzy NSZ, które także zawierają błędy.

      1. Pomnik został zbudowany w połowie lat 90.

          1. „Historia bitwy oddziału NSZ z UB i KBW w Grodzisku była tematem tabu w okresie PRL i nie wolno było publicznie oddawać czci poległym lub zamordowanym żołnierzom NSZ. Po zmianach ustrojowych w Polsce, Koło Rejonowe ZŻNSZ w Mrozach, tamtejsze środowisko kombatanckie oraz społeczeństwo Mrozów i okolic – postanowili uczcić pamięć żołnierzy poległych lub zamordowanych za walkę o wolną Polskę. We wsi Grodzisk, położonej obok przystanku PKP Grodziszcze Mazowieckie, na skrzyżowaniu dróg w pobliżu miejsca bitwy, ustawiono pomnik ku czci żołnierzy oddziału Orła, którzy walczyli z okupantem sowieckim – nie tylko 3 czerwca 1948 r. (…) Pomnik został uroczyście odsłonięty 5 czerwca 1994 r. dokładnie w 46. rocznicę bitwy, a jego poświęcenia dokonał oficer NSZ J.E. ks. biskup dr Zbigniew Kraszewski – naczelny duszpasterz polskich kombatantów. Mszę św. polową pod pomnikiem odprawił ks. jezuita Franciszek Nowicki – rodak z powiatu Mińsk Mazowiecki.” Cytat za: Jan Zalewski, Narodowe Siły Zbrojne w Mrozach, „Szczerbiec” nr 10, Lublin, styczeń 2000 (wydawany przez Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych), s. 162-163. Na marginesie trzeba dodać, iż pomnik w Grodzisku został zbudowany ze składek kombatantów Rejonu NSZ Mrozy, a głównym inicjatorem jego budowy był śp. Eligiusz Malesa ps. „Zawierucha”.

    1. Owad, piszę szczerze, od serca. Jestem z AK- owskiej rodziny. Miałam to szczęście, że od dziecka wpajano mi patriotyzm, uczono prawdziwej historii Polski. Wiem co to Bóg, Honor i Ojczyzna.

  2. Czy to ta sama czy inna Jadzia? Bo coś nie mogę uwierzyć w cudowną przemianę.

  3. Bardzo dziękuję za ten wpis. Nigdy nie zapomnimy tych i im podobnych chłopców. Ich śmierć nie poszła na marne. Jesteśmy silnym narodem i nikomu nie damy się ujarzmić. Niech lewackie i libertyńskie psie syny na zawsze stracą nadzieję na swoje rządy.

Możliwość komentowania jest wyłączona.