70 rocznica akcji pod Trzebuczą.

Dokładnie 70 lat temu – 1 kwietnia 1948 r., pod Trzebuczą (gmina Grębków, pow. Węgrów) żołnierze oddziału por. Zygmunta Jezierskiego ps. „Orzeł” z Rejonu NSZ (NZW) Mrozy przeprowadzili swoją najsłynniejszą akcję – odbicia więźniów (siatkowców 6. Brygady Wileńskiej AK kpt. Władysława Łukasiuka ps. „Młot”) przewożonych z PUBP w Węgrowie do okrytego ponurą sławą aresztu WUBP „Toledo” w Warszawie.

1 kwietnia 1948 r. na szosie Węgrów – Grębków – Augustówka – Kałuszyn w pobliżu wsi Trzebucza pomiędzy godziną 6.30 a 7.00 rano, miała miejsce spektakularna akcja 13-osobowego oddziału partyzanckiego Rejonu NSZ Mrozy pod dowództwem por. Zygmunta Jezierskiego ps. „Orzeł”.

Por. Zygmunt Jezierski ps. „Orzeł”

źródło: IPN

Akcja ta była dziełem przypadku, bowiem oddział w tym dniu zorganizował przy szosie zasadzkę w celu przeprowadzenia akcji ekspropriacyjnej, czyli zatrzymywania samochodów i furmanek PPR-owców, a następnie dokonywania rekwizycji mienia. Pojazdy zatrzymywane były przez żołnierzy oddziału przebranych w mundury MO i kierowane do oddalonego o kilkanaście metrów lasku, gdzie dokonywano przeszukiwania. W ten sposób zatrzymano samochód należący do „Spółdzielni Spożywców”. Partyzanci zatrzymali także przechodzącego szosą kierownika spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Sinołęce – Ludwika Kowalskiego.
W trakcie gdy w lesie przeszukiwano kolejne auto, od strony Węgrowa nadjechał samochód PUBP (wyjazd z Węgrowa nastąpił o godzinie 5.30). „Orzeł” zatrzymał pojazd wystrzałem z pistoletu, a pozostali żołnierze oddziału ostrzegawczo otworzyli ogień z broni maszynowej. W ciężarówce znajdowało się szesnaście osób: sześciu funkcjonariuszy UB, czterech aresztantów (żołnierzy podziemia niepodległościowego) oraz sześciu żołnierzy KBW jako eskorta. Pojazd został zatrzymany przez trzech partyzantów, którzy nakazali zatrzymanym podnieść ręce do góry. W tym czasie pozostali ludzie „Orła” rzucili trzy granaty. Zatrzymani funkcjonariusze i żołnierze zostali rozbrojeni i zmuszeni do położenia się w rowie twarzami do ziemi. W trakcie sprawdzania dokumentów zatrzymanych dwóch funkcjonariuszy UB wraz z dwoma żołnierzami KBW (strz. Kasperek i strz. Porusz) poderwało się do ucieczki i pomimo gwałtownego ognia partyzantów (strzelano ze zdobycznego rkm-u i karabinu maszynowego MP-43) biegnąc w stronę Trzebuczy, po czym zdołali ukryć się w pobliskim lesie.
Moment ten po latach wspominał bezpośredni uczestnik akcji strz. Jan Artur Kochański ps. „Zośka” (najmłodszy żołnierz w oddziale „Orła”): „1 kwietnia 1948 roku znaleźliśmy się na szosie Węgrów – Kałuszyn w pobliżu miejscowości Trzebucza. Samochód pojawił się zza wzgórza i był całkowitym zaskoczeniem dla oddziału rozlokowanego wzdłuż szosy. Jednak dowódca widocznie nie był zaskoczony, znalazł się na środku szosy z podniesioną ręką. Po bokach miał dwóch partyzantów z groźnie wymierzonymi automatami, skierowanymi w stronę ciężarówki. Leżałem przy MG-42, którego lufę łatwo skierowałem w stronę ciężarówki, na której zamajaczyły się zielone żołnierskie mundury. Pojedynczy strzał, a potem długie serie z automatów zwróciły moją uwagę na przód samochodu, gdzie stał dowódca z pistoletem w ręku, a dwaj partyzanci, odwróceni tyłem do frontu rozlokowanego oddziału, strzelali długimi seriami do jakiegoś celu, niewidocznego z mojej strony. Wytworzyła się groźna sytuacja bo żołnierzy znajdujących się na ciężarówce strzegł tylko jeden partyzant [st. strz. – przyp. M.J. Ch.] Czesław Grzywacz „Cygan”, ale czy to jego groźny wygląd, czy brak chęci do walki żołnierzy, nie spowodował groźniejszych następstw. Opanował zresztą zaraz ją dowódca, przywołując dwóch partyzantów do pomocy „Cyganowi”. Jednocześnie usłyszałem rozkaz skierowany bezpośrednio do mnie >>Erkaem do przodu<< Poderwałem się i pobiegłem w kierunku, który wskazywała ręka por. Zygmunta Jezierskiego „Orła”. >>Jeden UB-owiec ucieka<< – usłyszałem jego słowa i już w następnej chwili byłem po drugiej stronie szosy. Rzeczywiście zobaczyłem w odległości około 300 m. sylwetkę człowieka, która już w połowie skrywała się za wzgórze. Upadłem na ziemię chcąc wziąć cel w dogodnej dla siebie pozycji, ale o zgrozo cel przesłoniła mi całkowicie kupa rozłożonego zwyczajnego nawozu. Zdesperowany, pociągnąłem po nim serią, rzeczywiście, nawóz rozsypał się, ale z uciekającej postaci widoczna już była tylko głowa. Oczywiście mimo długich serii chybiłem, bo UB-ek ten zeznawał później na procesie.” Gdy por. Zygmunt Jezierski ps. „Orzeł” na podstawie dokumentów stwierdził charakter służbowy zatrzymanego w szoferce ciężarówki ubranego po cywilnemu oficera śledczego PUBP w Węgrowie – ppor. Romana Dobiszewskiego, zastrzelił go na miejscu w przeciwległym rowie (oddał trzy strzały). Chwilę później z rozkazu „Orła” ppor. Zygmunt Rześkiewicz ps. „Grot” wraz z st. sierż./ppor. Janem Braunem ps. „Dżon” zastrzelili podoficera UB – kpr. Wacława Kamińskiego (jeden strzelał z pistoletu porzuconego przez wartownika, a drugi ze zdobycznego rkm-u). Zabici funkcjonariusze bezpieki znani byli z sadyzmu i okrucieństwa wobec aresztowanych. Żołnierze oddziału „Orła” załadowali na ciężarówkę UB zdobytą broń i amunicję: dwa rkm-y DP-28 z dwoma magazynkami, dwa pistolety maszynowe PPSz wraz z magazynkiem, pistolet Colt z trzydziestoma nabojami, pistolet Browning FN, dwa pistolety TT, dwa karabiny, z czego jeden karabin Mosin z czterdziestoma nabojami oraz jedenaście granatów. Po uwolnieniu przewożeni do Warszawy aresztanci wyrazili chęć wstąpienia do oddziału „Orła”, lecz ich mizerny stan, jak również fakt, iż PUBP w Węgrowie wiedział o nich wszystko sprawiły, że chwilę później zniknęli w lesie. Wartownik UB, który był szoferem – Piotr Gajewniak, przymuszony został do prowadzenia samochodu. Odjeżdżając z miejsca akcji partyzanci ostrzegawczo strzelali nad głowami żołnierzy z KBW (kpr. Zimny i pięciu szeregowych), aby ci nie próbowali wstawać z ziemi. Cała akcja trwała około 15 minut. W niecałą godzinę po akcji zaalarmowani funkcjonariusze UB, KBW i MO rozpoczęli pościg za partyzantami, który trwał trzy dni i zakończył się fiaskiem. W swojej ucieczce żołnierze „Orła” udali się aż do lasów domanickich w pow. siedleckim, a mało brakowało, aby niedaleko wsi Kiczki (gmina Cegłów) zostali wytropieni. Jak po latach wspominał „Zośka”: „Sprawę przesądził dowódca, po rzuceniu granatu i po jego wybuchu krzyknął na cały głos >>chłopcy, hura na komunistów!!!<< i gdy zgodnie poderwaliśmy się chcąc wypełnić rozkaz, gwałtownie zaczął machać rękami pokazując co chwila na ziemię jednocześnie nie przestając krzyczeć >>hura, hura<< , który to okrzyk chętnie podjęliśmy. Gdy wybuchł drugi granat rzucony przez „Orła”, a w odpowiedzi nie usłyszeliśmy żadnego strzału, padł następny już cichy rozkaz: >>Skokami naprzód – kierunek wieś.<< Po przebiegnięciu mniej więcej połowy drogi dzielącej nas od wioski, gdy od strony lasu nie odezwał się żaden strzał, na nowy rozkaz pobiegliśmy biegiem. W samej wiosce nie pokazał się żaden człowiek, przeszliśmy ją i wpadliśmy na obszerne pole, na którego krańcach były widoczne sznury ludzi podążających w tym samym co my kierunku. >>Chłopcy przed nami wioska, potem droga i las, jeżeli dopadniemy go pierwsi, będziemy żyć<< – głos dowódcy spokojny i niezbyt głośny dziwnie dodawał wyczerpanym nogom sił. Ludzie z wioski poznawszy z kim mają do czynienia, zaczęli nagminnie wynosić wodę, mleko, nawet serwatkę z dużymi pływającymi w niej kawałkami masła. Nic nie pomagały nawoływania „Orła” nakazujące kryć się po piwnicach, bo nie wiadomo czy nie zostaniemy ostrzelani. Nie nastąpiło to jednak, widocznie UB-owcy też zdawali sobie sprawę, że odcięcie nas od lasu wystawi oddział w gołym polu jak na patelni. Pokrzepieni płynami, a jeszcze więcej życzliwością mieszkańców wioski już resztką sił przeskoczyliśmy szosę, pole oddzielające oddział od lasu i na jego skraju padliśmy bez sił, groźnie jednak wystawiając lufy erkaemu w stronę szosy. Po dłuższej chwili usłyszeliśmy szum zapuszczanych w oddali silników samochodowych, które wkrótce całkowicie ucichły. Jeszcze raz oddział wyszedł zwycięsko w zmaganiach z czerwoną zarazą.”
Niniejszy fragment oparty został na części artykułu autorstwa Michała Jerzego Chromińskiego (GRH Rejon NSZ Mrozy) „Zarys historii oddziału partyzanckiego por. Zygmunta Jezierskiego ps. „Orzeł” Rejonu Narodowych Sił Zbrojnych Mrozy”, który ukazał się w zeszycie 15-tym „Rocznika Kałuszyńskiego” (2015), s. 116-156.

Oddział partyzancki Rejonu NSZ Mrozy – maj 1948 r. Stoją w górnym rzędzie od lewej: strz. Zdzisław Kozłowski ps. „Dąb”, por. Zygmunt Jezierski ps. „Orzeł”, st. sierż. Edward Markosik ps. „Wichura”, strz. Wiktor Zając ps. „Hrabia”, środkowy rzad od lewej: st. strz. Zbigniew Rożanowski ps. „Marynarz”, sierż. Józef Łukaszewicz ps. „Kruk”, strz. Henryk Kwapisz ps. „Ojciec”, ppor. Czesław Gałązka ps. „Bystry”, ppor. Jan Braun ps. „Dżon”, dolny rząd od lewej: strz. Jan Artur Kochański ps. „Zośka”, st. strz. Czesław Grzywacz ps. „Cygan”.

Źródło: Instytut Pamięci Narodowej

CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM !!!

Autor: Michał Jerzy Chromiński

11 odpowiedzi do “70 rocznica akcji pod Trzebuczą.”

  1. Pan Burmistrz na ostatniej sesji straszył , że woda i ścieki podrożeją o nawet o sto procent mieszkańcy Woli Paprotni i Kruków są zaniepokojeni czy podpisywać umowy na przyłącza . Po zadaniu pytania w tej sprawie na stronie gminnej mówi że to są na razie plotki nasuwa się pytanie po co sam je rozsiewa .

  2. Panie Michale szkoda Pana przekonywania pustak zostanie pustakiem i nic tego nie zmieni. Niestety komunizm wyprał nie jeden mózg i pozostało wodogłowie.

  3. Panie Andrzeju od żuli to tylko w mordę można dostać. Może to pan uznać jako pokwitowanie!!😁

    1. Kto z kim przestaje takim się staje. Pan Andrzej wyraźnie chce kogoś na tej stronie sprowokować, ale nie uda mu się bo tu żule nie wchodzą na tą stronę a My jesteśmy zbyt kulturalni, aby dać się sprowokować u ha ha ha tylko się śmiać z takich marginesowych zaczepek.

    2. Szanowny Panie Andrzeju!
      Dziękuje za zainteresowanie tematyką poruszaną na e-mrozy.pl. Pozwalam sobie zauważyć, że przekroczył Pan granice nie tylko dobrego smaku, ale także regulaminu niniejszej witryny, używając w swoich komentarzach obraźliwych treści. Informuję, że użyte przez Pana sformułowania mogą powodować roszczenia cywilnoprawne. W związku z tym umieszczam Pana na czarnej liście. Dziękuje za dyskusję.
      Pozdrawiam!
      Admin.

  4. Bez względu na argumenty i kontrargumenty Wasze nikt tych sk…nów ze Wschodu do nas nie zapraszał oprócz garstki zdrajców i bandytów z KPP, PPR , GL i AL…Po nich i ich rządach Polska do dzisiaj się podnosi…

  5. No i wyszło szydło z worka tak zwana” akcja” na konwój u.b to całkowity przypadek,rabując żywność przeznaczoną dla miejscowego społeczeństwa,natchnęli się na konwój u.b,a w IPn-ie takie piękne bajki opowiadali na ten temat.

    1. Bajki to Pan ciągle opowiada, ale na szczęście mało kto w nie wierzy, bo na Pana bajki są mocne argumenty merytoryczne. Nie żywność, a pieniądze na utrzymanie oddziału. Pieniądze te pochodziły z PPR-owskich spółdzielni, czyli komunistycznych. Każda taka rekwizycja dokumentowana była pokwitowaniem podpisanym przez dowódcę oddziału. Na zaświadczeniu takim widniała informacja, że konfiskata została dokonana na rzecz NSZ. Szerzej o akcjach ekspropriacyjnych żołnierzy podziemia antykomunistycznego:(link)

      1. Ciekawe ,co by Pan powiedział, gdyby teraz żule z pod sklepu ograbili Pana ,a pokwitowanie dał największy żul…

        1. Niech Pan nie porównuje żołnierzy podziemia antykomunistycznego do jakichś żuli spod sklepu! Już raz próbował Pan zrobić z Nich analfabetów, gdzie na podstawie źródeł udowodniłem, że byli to ludzie jak na tamte lata dobrze wykształceni, a teraz próbuje Pan Ich przedstawić jako jakieś męty społeczne lub szabrowników. To się Panu nie uda! Mętami społecznymi byli komuniści z GL/AL i PPR, których pod płaszczykiem walki z NSZ wziął Pan poniekąd pod ochronę. W oddziale „Orła” obowiązywały ostre zasady dotyczące przeprowadzania akcji ekspropriacyjnych i rekwizycji mienia. Rekwizycje nie mogły dotyczyć mienia prywatnego, o ile nie było to mienie wojskowe (broń, elementy umundurowania). Dopuszczano się rekwizycji pieniędzy i mienia w PPR-owskich spółdzielniach, które stanowiły przejaw gospodarki komunistycznej, jako że jej sklepy działały na przymusowo przejętym przez komunistów majątku prywatnym. Za żywność i inne niezbędne towary oddział płacił żądane kwoty, czyli de facto zabierano pieniądze i żywność OKUPANTOM, bo rodzimi komuniści wraz z sowietami to byli kolejni po Niemcach OKUPANCI w Polsce. W przeciwieństwie do „gierojów” z partyzantki sowieckiej, partyzantki komunistycznej GL/AL czy PPR-owców, żołnierze podziemia antykomunistycznego zostawiali pokwitowania (oddział rekwirujący jakiekolwiek mienie, musiał właścicielowi tego mienia wręczyć tzw. „kwity rekwizycyjne”, nazywane czasem „kwitem furażowym”), aby pracownicy spółdzielni nie byli pociągani do odpowiedzialności za kradzież mienia. Także w przeciwieństwie do wymienionych komunistów brali tylko artykuły potrzebne do funkcjonowania oddziału: pojazdy, pieniądze, żywność, mundury, broń i amunicję, papierosy oraz np. materiały tekstylne do szycia mundurów, a nie dzięcięce ubranka czy damską bieliznę i pończochy… Wszelkie przejawy niesubordynacji lub tzw. „działania na własną rękę” były surowo karane, jeżeli nie przez dowódcę oddziału to przez partyzantów z innej organizacji, ponieważ żołnierze podziemia niepodległościowego oprócz walki z okupantami walczyli także z pospolitym bandytyzmem i szabrownictwem. Niech Pan wreszcie zrozumie, że akcje ekspropriacyjne dokonywane były z konieczności i w celu zdobycia środków na działalność organizacyjną oddziału, a nie w celu własnego wzbogacenia się żołnierzy oddziału. Żołnierze podziemia niepodległościowego nie rekwirowali i nie zabierali płodów rolnych/żywności chłopom, bo ci i tak musieli dostarczać (często przy użyciu siły) kontyngenty organom władzy komunistycznej. Niech Pan doczyta w tekście powyżej jak śp. Jan Artur Kochański ps. „Zośka” opisał reakcję mieszkańców skomunizowanej wsi Kiczki (gmina Cegłów) w stosunku do partyzantów NSZ – ludzie wyniosili Im wodę, mleko i serwatkę oraz okazywali życzliwość. Czy tak biedni mieszkańcy wsi podejmowaliby bandytów i szabrowników? Na marginesie dodam, że w Kiczkach w 1942 r. komuniści zamordowali na plebanii proboszcza miejscowej parafii ks. Zygmunta Muszalskiego, a w 1946 r. komuniści aresztowali proboszcza ks. Zygmunta Jarkiewicza. „Rok 1945 był niekorzystny dla rolników – deszcze i grady obniżyły zbiory o około 50%. Do tego dochodziły zniszczenia wojenne. A władza żądała obowiązkowej dostawy płodów rolnych dla państwa w pełnej wysokości. Za rolnikami próbował wstawić się Ksiądz Proboszcz, ogłaszając to publicznie na kazaniu, a następnie kierując odpowiedni monit do władz powiatowych. Wywołało to oszczercze oskarżenia wyrażone przez miejscowych aktywistów partyjnych i zdenerwowanie starosty powiatowego. Na początku lipca 1946 r. ks. Jarkiewicz został aresztowany przez UB.” Cytat za: http://www.niedziela.pl/artykul/31172/nd/Proboszcz-meczennik

Możliwość komentowania jest wyłączona.